Moja współlokatorka, która pochodzi z Hamburga, była na początku grudnia na wycieczce w Krakowie. Miasto bardzo się jej spodobało. Największym sentymentem jednak darzy barszcz, który podobno jadła tam codziennie. Od czasu powrotu ciągle pytała mnie kiedy wreszcie ugotujemy razem barszcz. W ten oto sposób wyruszyłyśmy na poszukiwania buraków. Oj tak, nie było to łatwe. Już myślałam, że to ja jestem jakaś uprzedzona i siedziałam cicho, ale Caro też zaczęła narzekać, że co jak co ale Austria krajem przyjaznym dla amatorów buraków nie jest:-)
Ale my pokazałyśmy, że dla chcącego nic trudnego.
Voilà!